przekartkowane

Aport Strusia

In Uncategorized on 16 czerwca 2013 at 10:23

Kreatywność osób nadających nazwy podróbkom jest wprost zachwycająca. Adibas, Pmua, Somy… W zasadzie mogłoby być to wspaniałe gdyby nie fakt, że przeraża.

Jakby zatem nazwać podróbkę grishamowskiego „Raportu Pelikana”. Może „Aport Strusia”? Zapraszam zatem dalej, tam dowiecie się co to za podróbka poszła tym razem na warsztat.

85595-lod-nad-glowa-piotr-gluchowski-1Coby wyjaśnić wstęp: druga powieść Piotra Głuchowskiego – po „Umarli tańczą” – jest do bólu wzorowana na „Raporcie Pelikana”. Nie, żeby było to coś złego, wszak dobra inspiracja to więcej niż połowa sukcesu. Coś jednak tu nie gra…

Roberta Pruskiego jest jakby mniej. To znaczy jest on w ilościach wystarczających dla określenie go jako głównego bohatera, jednak – stał się jakby płaski, komiksowy, bez wyrazu i charakteru.

Mniej też Torunia, co mnie martwi. Za to dużo Warszawy – na szczęście bardzo realistycznej, opisanej ze szczegółami. Cieszy to, bo mogę sobie dopowiedzieć, że bohater idzie przez życie po moich śladach. Następny tom potraktuję jak wróżbę – stąd prośba do autora o jakąś Kalifornię, Grecję, Danię lub Australię…

Wracając jednak do powieści. Objętościowo jest imponująca – ponad 500 stron – jednak odnoszę wrażenie, że niewiele się na tych stronach dzieje. „Umarli tańczą” była gęściejsza, na podobnej objętości upchnięto więcej akcji, przemyśleń, spisków – po prostu dobrej literatury. Tutaj to się rozmyło, sam nawet nie wiem dokładnie gdzie. Wyszła lurowata herbata zamiast gęstej, smolistej kawy. Intryga wprawdzie jest, spisek też, bohaterowie wtykają nosy tam, gdzie nie powinni… Ale brak tu tego „czadu”, jaki Głuchowski zaserwował poprzednio.

Ale dość pastwienia. Podróbka może i to jest, ale na pewno wysokiej jakości. Może i blado wypada przy poprzednim tomie, ale to nadal świetna książka. Może i mogłoby być lepiej – ale wciąż jest bardzo dobrze. Można więc spokojnie zignorować moje maruderstwo powyżej i sięgać po „Lód nad głową”. Nie zawiedziecie się; ja się też nie zawiodłem. Fanem pozostaję. Jednak apeluję do szanownego Autora: nie wzoruj się! Nie staraj się być polskim Grishamem, Forsythem czy Clancym. Bądź Głuchowskim.

Aha, no i zakończenie nie jest już takie beznadziejne, jak poprzednio. Duży plus.

Na koniec refleksja na temat tytułu: zarówno tutaj, jak i w „Umarli tańczą” podobał mi się sposób wyciągania tytułu „z brzucha” powieści. Tutaj jednak lepszy byłby pierwszy pomysł: „Beczka Pandory”. Dlaczego? A bo tak.

Reklamy
  1. […] „Trzeciego zamachu” Piotra Głuchowskiego czekałem z niecierpliwością. Bo o ile druga część trylogii była raczej przeciętna, to cały czas trzymało mnie napięcie po „Umarli […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s