przekartkowane

Takie sobie, ale jednak…

In Uncategorized on 27 listopada 2012 at 12:50

Kilka dni temu sobie przypomniałem, że lat ileś temu w moje ręce trafiła pewna książka. O ascetycznej okładce, niewielka, w treści zaś – conajmniej niepowalająca. A jednak wspomnienie o niej mnie naszło – a ponieważ miałem też przyjemność zrecenzować ten tomik: oto przypomnienie. Tezy swoje podtrzymuję, dodam tylko, że nie samymi noblistami człowiek żyje. Warto sięgnąć, jednak bez specjalnych nadziei – wtedy jest szansa na pozytywne zaskoczenie.

„Hory­zont zda­rzeń” – debiu­tancka powieść Jacka Brzo­zow­skiego jest histo­rią o zja­wi­skach nad­przy­ro­dzo­nych, opo­wie­ścią science-fiction i cie­ka­wym kry­mi­na­łem jed­no­cze­śnie. Mamy znane Wyla­towo, mamy naukowca, mamy i eks­cen­trycz­nego, tajem­ni­czego moco­dawcę. A na okrasę jedna albo i dwie teo­rie spi­skowe. Powie­cie: mode­lowy prze­pis na hit wydaw­ni­czy! Czy aby na pewno?

Nie można odmó­wić tej pozy­cji jed­nego — wciąga. Wciąga, jest bowiem napi­sana cie­ka­wie, dyna­micz­nie, autor z dużą swo­bodą opo­wiada nam histo­rię Alek­san­dra Zolla, fizyka z toruń­skiego uni­wer­sy­tetu. In plus trzeba także zali­czyć fakt, że akcja dzieje się w naszym kraju. W dobie zachły­śnię­cia wszyst­kim co „zagra­niczne”, każda taka opo­wieść zyskuje u mnie sym­pa­tię. Na tym chyba jed­nak koniec…

Co zaś „Hory­zon­towi zda­rzeń” mam do zarzu­ce­nia? Ano potrak­to­wa­nie wąt­ków „po łebkach”. Czy­ta­jąc mam cza­sami wra­że­nie, że autor chciał wepchnąć w treść jak naj­wię­cej cie­ka­wo­stek, nie dba­jąc o ich wpro­wa­dze­nie i wyja­śnie­nie. Podob­nie postaci — jak­kol­wiek cie­kawe, nijak nie zary­so­wane. A przez to — nie idzie się z nimi zaprzy­jaź­nić. Bo w dobrej powie­ści sen­sa­cyj­nej trzy­mamy kciuki za boha­tera i szcze­rze nie­na­wi­dzimy jego wro­gów. A tutaj nawet nie możemy ich nawet dobrze poznać. Zresztą na 104 stro­nach nie byłoby to moż­liwe. Sama fabuła książki zasłu­guje na co naj­mniej 5 razy więk­szą objętość…

„Hory­zont zda­rzeń” jest na pewno świe­żym pomy­słem. Jest takim pro­mycz­kiem w pol­skiej lite­ra­tu­rze sen­sa­cyj­nej, próbą wkro­cze­nia na nie­znane — a cie­kawe — lite­rac­kie tereny. Szkoda tylko, że wyszło „tak sobie”. W Jacku Brzo­zow­skim tkwi jed­nak z pew­no­ścią poten­cjał i wie­rzę, że następna powieść będzie o niebo lep­sza. Musi być, bo i tą nie­do­pra­co­waną, nie­oszli­fo­waną książkę po pro­stu „lubi się” — pomimo wszyst­kich jej wad.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s