przekartkowane

Klasycznie i po nowemu

In Uncategorized on 23 lipca 2012 at 15:45

O tym, że Findera pokochałem niemalże od pierwszego wejrzenia dowiedzieć można się z kilku niedawnych wpisów. Tym razem, jedna po drugiej, na warsztat poszedł „Instynkt zabójcy” oraz pachnące jeszcze drukarnią „Zniknięcie”. I co z tego wynikło? A co ciekawsze – jak wypada porównanie Findera typowo korporacyjnego z tym najświeższym, dużo bardziej kryminalnym?

„Instynkt zabójcy” (pozycja starsza) to typowy i genialny thriller korporacyjny. Jest wielka firma, jest wyścig szczurów, jest bohater dobry i zły. Niby sztampa, ale jednak napisana z taką werwą, z takim zapałem i wartką akcją, że nie idzie się oderwać. Może nie przebija „Paranoi”, ale spokojnie może się z nią równać. Po prostu klasyk w swoim (niedoreprezentowanym niestety) gatunku.

„Zniknięcie” to z kolei nowinka na polskim rynku. Bohaterem jest Nick Heller, prywatny detektyw pracujący dla wóżnych korporacji (i to tyle z tego tematu) – ma on być zresztą bohaterem całej serii. Akcja osadza się wokół zniknięcia jego brata. I tu do akcji wkracza ów detektyw i sobie jedynie znanymi sposobami próbuje rozwikłać tę zagadkę. I niestety w tym momencie wchodzimy w kryminał obyczajowy, gdzie losy rodziny, zawiłości międzyludzkie i międzypokoleniowe zaczynają dominować nad fabułą. A ta miała szansę być ciekawa…

Joseph Finder najwyraźniej chciał odejść od swojej sztampy i zrobić coś świeżego. Intencje jak najbardziej słuszne, jednak ja wybieram dobre czytadło nad mdłą powieść z drugim dnem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s