przekartkowane

Dziesięciu klasyków, których zdecydowanie warto czytać

In Uncategorized on 9 stycznia 2012 at 21:22

W historii krytyki i recenzji – przynajmniej ostatnich lat – wyróżnić można trzy zasadnicze etapy a propos odnoszenia się do klasyki literatury. Etap pierwszy – czy też postawa, bo one nadal się przeplatają – to bezwarunkowy zachwyt nad klasyką. Bo trzeba znać, bo to dziedzictwo, bo nie wypada nie znać. Drugi rodzaj wypowiedzi, to ten bardziej stonowany: klasyka klasyką, ale nowości też są dobre, a nowe nurty często przebijają ją swoją jakością, odkrywczością itp. Stanowisko numer 3 to całkowita krytyka i brak jakichkolwiek cech wyróżniających klasykę – no może z wyjątkiem daty pierwszego wydania. Jak zwykle racja leży gdzieś pośrodku. Sam wielkim fanem pożółkłych kartek nie jestem, na niektórych autorów z kanonu wręcz patrzeć nie mogę. Jednak doceniam wielu pisarzy i wiele dzieł. Dlatego poniżej subiektywny przewodnik po klasykach, których warto czytać. Oczywiście, gdy ktoś ma ochotę.

Ernest Hemingway – niekwestionowany numer 1. „Stary człowiek i morze” to jedna z niewielu – jak nie jedyna – pozycja, która naprawdę na Nobla zasłużyła. A „Komu bije dzwon” powinien być podręcznikiem pisania zdań złożonych dla wszystkich Coelhów i Zafónów. Po prostu czytać i podziwiać!

Stanisław Lem – nie dlatego, że fantastyka. Nie dlatego, że Polak. Dlatego, że to kawał porządnej, dającej do myślenia literatury. I biada tym, którzy narzekają, że „Opowieści o Pilocie Pirxie” albo „Cyberiada” są nudne. Są arcyciekawe, o ile trochę ruszy się głową przy czytaniu.

Juliusz Słowacki – nie Mickiewicz, nie Norwid, a właśnie Słowacki. A najbardziej „Balladyna”. Przecież to nasz, rodzimy, najprawdziwszy w świecie horror. King się chowa (choć i tak jest niezły).

Edgar Allan Poe – jest genialny. Nie dlatego, że w zasadzie to on zdefiniował wszystko to, czego do dziś się boimy. Ale też dlatego, że on naprawdę straszy. Jeśli twierdzisz, że nie – wracaj do filozofii Coelha i baw się dobrze.

Arthur Conan Doyle – i Holmes do pary z Watsonem (chwaleni poniekąd już wcześniej). Dobre kryminały, ale i genialny kunszt literacki. Niewielu tak genialnie pomiesza humor z historią kryminalną, żeby wyszło zjadliwie. I nie wielu ma taki dar, żeby ludzie wierzyli w istnienie głównego bohatera książki.

Joseph Conrad – tak, nasz Korzeniowski, znienawidzony przez licealistów za „Jądro ciemności”. I nawet nie wiadomo komu natrzeć uszy – nauczycielom czy licealistom? Ale zostawmy to. Szukacie głębokich, poetyckich i nie usypiających tekstów o morzu? Weźcie do ręki „Zwierciadło morza”. Albo cokolwiek innego Conrada.

Kir Bułyczow – a właściwie Igor Możejko. Też fantasta, tylko że tym razem rosyjski. A że rosyjska fantastyka wysoko stoi – to nie tajemnica. Bułyczow nie dość, że dobry – to i zjadliwy. Trafny wybór dla tych poszukujących w fantastyce, jak i dla wyżeraczy.

Julian Tuwim – szokuje Cię Doda, Frytka czy inny Nergal? Przy Tuwimie to zabawa w piaskownicy. Tylko sięgnij głębiej niż tylko po „Lokomotywę”.

Anthony Burgess – i jego „Mechaniczna pomarańcza”. Szczególnie w tłumaczeniach Roberta Stillera. Brutalnie, krwawo, bezpretensjonalnie – ale jak poetycko jednocześnie. Pozycja, bez której nie mógłbym się obejść.

Stanisław Jerzy Lec – mistrz świata w kategorii minimum formy-maksimum treści. Jego aforyzmy aż wwiercają się w mózg. Jedno zdanie Leca mówi więcej niż tysiąc książek Coelha – choć o to akurat nie aż tak trudno.

Reklamy
  1. […] Joseph Conrad – znienawidzony, bo autor lektury szkolnej. Ale skąd biedny Korzeniowski mógł wiedzieć, że durny system szkolnictwa tak okaleczy jego prozę? Conrad jest specyficzny – jego proza jest wyniosła, miejscami patetyczna, ale przesycona autentyczną miłością do morza i szacunkiem dlań. Moje ulubiona pozycja to „Zwierciadło morza” – może nieco bardziej skomplikowana niż Coelho, ale na pewno warta wysiłku. Wspominana już tutaj. […]

  2. […] „M” i chyba nikomu nie trzeba tego za bardzo uzasadniać. A jeśli trzeba to zapraszam tutaj. Naturalne zatem było, że po „Robota…” sięgnę – są to komiksowe formy […]

  3. […] dla “Wędrowyczowej fascynacji” – 62 czytających. Brąz wywalczyła notka “Dziesięciu klasyków, których zdecydowanie warto czytać” – zwabiła 29 […]

  4. […] to ja nie przeczytałem” – dziś kolejny “top” (po marynistyce, komiksach i klasykach). Tym razem na warsztat idą książki podróżnicze. Żeby jednak nie było za łatwo będą tylko […]

  5. […] Klasyka gatunku. Wspaniała uczta literacka, językowa, a do tego świeża i zaskakująca fabuła – pomimo sędziwego wieku tytułu. Polecam obie wersje przekładu nieocenionego Roberta Stillera. Było już o tym tutaj. […]

  6. […] czteroma wpisami: “Kawał dobrego kryminału“, “Trzeci Chabouté“, “Dziesięciu klasyków, których zdecydowanie warto czytać” i “O […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s