przekartkowane

Sztywniak, duch i bzyk

In Uncategorized on 8 stycznia 2012 at 12:47

Mary Roach jest pozytywnym fenomenem wśród autorów literatury popularnonaukowej. Nie rości sobie pretensji do wielkiej naukowości, ale jednocześnie nie popada w śmieszność i daleko jej do drugiego Dänikena. Po prostu poprawna dawka nauki w przystępnej – i dowcipnej – formie. Poniżej trzy jej książki: „Sztywniak”, „Duch” i „Bzyk”.

Roach_Sztywniak_500pcxTrupy, krew, gnijące ciała, szaleni naukowcy, przeszczepy głów, ukrzyżowania w laboratorium, odcięte głowy i krojone mózgi… Brzmi makabrycznie? Brzmi, ale wcale takie nie jest. Pomimo obecności w książce Mary Roach tych wszystkich elementów, czytelnik nie jest ani zniesmaczony, ani nie czuje odrazy. Zamiast tego co chwilę wybucha śmiechem, a zwłoki zdają się nagle być całkiem pełne życia…

Ale od początku. Mary Roach, dziennikarka popularnonaukowa, postanowiła sprawdzić co się dzieję z naszymi ciałami, kiedy już duch je opuści. A dziać może się wiele różnych rzeczy.

Możemy stać się obiektem eksperymentów naukowych, możemy oddać swoje organy na przeszczep, możemy też najzwyczajniej zgnić, co nie jest wbrew pozorom aż tak banalne. Możemy bowiem zgnić na przykład na trawniku, w promieniach ciepłego słoneczka – i to też w imię nauki.

Autorce „Sztywniaka” udało się coś bardzo ważnego. Otóż opisuje ona wszystko to, co się dzieje z ludzkimi szczątkami w sposób niezwykle naturalistyczny, szczegółowy aż do bólu, a przy tym nie sili się wcale na próby ewentualnego łagodzenia szoku. Mózg to mózg i bywa on krojony, głowy bywają odcinane, a gnijące ciało jest zjadane przez robaki. I śmierdzi. I wszystko jest przedstawiane bez ogródek. Jednak pomimo tego, czytelnik czyta książkę z zaciekawieniem i bez zażenowania. Przyczyną tego jest z pewnością niesamowite poczucie humoru autorki, które rozładowuje napięcie w sposób sprawny i bez ostrzeżenia.

Gdy do wszystkich zalet dodać  niewątpliwą wartość poznawczą lektury – oprócz barwnych opowieści, w tomie znajduje się pożądna dawka historii badań nad ludzkim ciałem i sprawny wykład z anatomii – to mamy naprawdę ciekawą pozycję. Dla jednych będzie to dobra, popularnonaukowa książka, a dla innych – być może swojego rodzaju „odczarowanie” śmierci. Po co bowiem czynić tabu z kwestii jak najbardziej naturalnej?

Duch-Nauka-na-tropie-zycia-pozagrobowego_Mary-Roach,imagesPo lekturze pierwszej części naukowej trylogii Mary Roach byłem pod dużym wrażeniem i do „Ducha” zabrałem się z wielkimi nadziejami. Oczekiwałem pożądnej dawki faktów naukowych i kilku anegdot – wszystko to oczywiście podlane sosem genialnego humoru autorki. Czy sie nie zawiodłem? I tak i nie. A oto dlaczego…

Poszukiwanie naukowych podwalin dla życia pozagrobowego jest zadaniem niezwykle trudnym. Nie dlatego, że kwestia ta jest z gruntu nienaukowa, lecz dlatego, że za taką zwykło się ją uważać. I tutaj Duch mnie zawiódł, bowiem autorka wydaje się zakładać z góry tezę, iż kwestie „życia po życiu” przynależą tylko pseudonaukowcom i nawiedzonym zwolennikom poszukiwania kręgów w zbożu. I na tym położony jest ciężar książki.

Mamy omówienie eksperymentu z ważeniem duszy, jest relacja z procesu sądowego, gdzie pozwana została osoba zmarła, mamy cały wykład z teorii seansów spirytystycznych. Brak natomiast tego charakterystycznego konkretu, znanego ze „Sztywniaka”. Wprawdzie na sam koniec mamy próbę „unaukowienia” problemu, kiedy to Mary Roach próbuje ustalić jak ma się śmierć kliniczna do problemu duszy, jednak jest to rodzynek, który pokazuje tylko, czym książka mogła być – a nie jest.

Nie zawiodłem się natomiast na humorze i niezwykle inteligentnych dygresjach autorki. Znowu mamy przypisy ciekawsze od treści podstawowej, dygresje, które czyta się trzymając za brzuch ze śmiechu oraz cięty, do bólu ironiczny humor. Tutaj Duch mnie nie zawiódł.

Pozostaje jednak pewien niedosyt. Treść oczywiście jest ciekawa, jak sam temat zresztą, ale nie tego się oczekuje po tak utalentowanej autorce i dziennikarce. Zdaje się, że sceptyczne podejście do tematu spowodowało powstanie omówienia mniej lub bardziej bezsensownych prób ustalenia czym jest dusza, aniżeli racjonalnej analizy. A szkoda, bo przekonany jestem, że Mary Roach stać na więcej.

Nie znaczy to wszystko jednak, że książka nie jest warta przeczytania. Jest to solidna pozycja odczarowująca wiele mitów na temat duszy, bogata w anegdoty i niezwykle sprawnie napisana. Brak jej jednak solidnego, naukowego trzonu, który sprawiłby, że książka miałaby wartość poznawczą.

Roach_Bzyk_500pxFenomen Mary Roach naprawdę ciężko opisać w kilku zwięzłych słowach. Z jednej strony bardzo łatwo wrzucić ją do worka szeroko rozumianych „publicystów popularnonaukowych”, ale to absolutnie nijak ma się do tej postaci i jej książek. Nie jest też z pewnością satyrykiem, bo choć przy lekturze jej tytułów śmiejemy się do rozpuku, to tak naprawdę nie chodzi o śmiech. O co więc chodzi? Po lekturze „Bzyka. Pasjonującego zespolenia nauki i seksu” dochodzę do wniosku, że to autorce chodzi o dobrą zabawę, a czytelnik bawi się niejako przy okazji. Co nie znaczy, że gorzej.

Tym razem Mary Roach wzięła na warsztat kwestie związane z seksem. Ten, kto zna autorkę z poprzednich pozycji („Sztywniaka” i „Ducha”) łatwo się domyśli czym może się to skończyć. A kończy się naukową jazdą bez trzymanki, zadawaniem głupich pytań, które tak naprawdę jedynie obnażają głupotę ludzkiego myślenia. Nie jest bowiem niczym złym chęć poznania, co niestety jest nam wmawiane już od dawna. I tu dochodzimy do sedna fenomenu – pani Roach jest po prostu mistrzynią świata w zadawaniu niewygodnych pytań! A dodatkowym atutem w lekturze jej dzieł jest olbrzymia wartość poznawcza, bowiem oprócz pytań „czy?” olbrzymią wartość autorka przykłada do kwestii „dlaczego?”.

I tak dowiemy się dlaczego kobiety bywają wobec mężczyzn oziębłe, a ich partnerzy – wręcz odwrotnie? Co sprawia, że ludzie podchodzą do kwestii seksu inaczej niż zwierzęta i… czy na pewno tak właśnie jest? Poznamy także odpowiedź na pytanie, jakie to ciekawe pozycje znajdują się na fakturach naukowców zajmujących się seksualnością oraz czy rolnicy okazują czułość dla swoich zwierząt hodowlanych.

Oczywiście ponad oczywistą wartość poznawczą, tytuł ten oferuje nam genialny humor, złośliwe komentarze autorki oraz legendarne już przypisy, które czytamy nieraz chętniej niż tekst główny. Najtrafniejszą zaś opinię o Bzyku znajdziemy na ostatniej stronie okładki, gdzie A. J. Jacobs pisze tak:

Chętnie przeczytałbym historię domów z blachy falistej według Mary Roach, ale Mary Roach o seksie? To prawdziwy dar niebios!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s